Cóż, i niestety nie mówię tu o kobiecych gorszych dniach, bo te mam już za sobą od kilku dni. Tylko o tych, kiedy budzimy się rano i już wiemy, że to nie nasz dzień. A co jeśli dzień przemienia się w tydzień?
Jeszcze kilka dni temu pisałam posta z motywacją i zapałem do pracy, a zaraz we wtorek obudziłam się bez chęci do czegokolwiek. Bo zdanie, które głosi "Jaki poniedziałek, taki cały tydzień", jest w 100% prawdziwe. Wiem to z autopsji... Ale jeśli spytacie, dlaczego odpuściłam trening? Nie będę potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Wiem, że trening wpływa, na każdą płaszczyznę naszego życia.
To dzięki niemu dostaję kopniaka, który pozwala mi patrzeć w lustro z uśmiechem i nadzieją na lepsze jutro. Bez treningu jestem "wyblakła". Nie ma mnie! Jestem podłamana, zdenerwowana, nieswoja...
Kopniak w tyłek i fruu na trening. I tak we wtorek i środę plan przebiegł prawidłowo, nawet dorzuciłam dodatkowe 15 minut na konkretną partię ciała, dieta cały tydzień idzie według planu. Ale coś tu nie gra... Ciało jakieś takie nie swoje.. Może jeśli głowa ma problemy z przyswajaniem pozytywnych neuronów, organizm wyczuwa, że coś nie gra. No bo jak organizm ma się czuć dobrze, skoro dusza krwawi?!
Jeśli uświadamiasz sobie, że jesteś w miejscu, w którym nie chcesz być, robisz rzeczy, których nie chcesz robić, nie będzie trudno zwariować. Pisałam przecież niedawno, jak dużo dały mi Niemcy, jakiego dostałam kopniaka. Podtrzymuję! Tylko każdego dnia daję z siebie 105%, a nie mam nic. Dlaczego? Bo wpieprzyłam się w raty, wyzerowałam swoje konto bankowe i stoję w miejscu, którego nie chcę oglądać każdego dnia. Wiem, wiem - nadejdzie ten dzień, że raty się skończą, a ja zacznę pracę, dzięki której w końcu ruszę do przodu! Jestem odpowiedzialna i sama muszę ponieść konsekwencje za własne czyny. Przeczekać i ruszyć do przodu jednocześnie.
Trening sprawi, że będę pędzić przed siebie. Jutro będę lepszą wersją siebie niż dzisiaj. Będę rozwijać się każdego dnia i uczyć się siebie na nowo. Charakter wystawiany na próbę będzie rósł w siłę, a dzięki temu łatwiej będzie mi znieść okres, który po prostu musi minąć. A wtedy podniosę się i będę miała więcej zwycięstw niż porażek.
Po co ja to w ogóle tutaj piszę? Bo chcę pokazać, że mamy prawo do bycia smutnym, załamanym. Nie chodzi mi tu o użalanie się nad sobą, stękaniem całymi dniami, że ja mam tak źle. Nikt nie ma łatwo. Ktoś właśnie umiera z głodu, komuś brakuje wody. Ale mamy prawo do chwilowego "popsucia". Jak się naprawić? Zróbmy trening. TEN najlepszy w życiu, z całych sił, wyrzućmy wszystkie problemy razem z potem. Wykrzyczmy to podczas treningu (dosłownie - trening to czas spędzony tylko ze sobą, więc bądź sobą, WYKRZYCZ TEN BÓL) i ruszamy dalej. Bierzemy czystą kartkę, z uśmiechem na twarzy i zapisujemy swoją historię od nowa.
Miejmy w sobie nadzieję, nawet jeśli czasami się potykamy. Jeśli sami w siebie nie uwierzymy, nikt za nas tego nie zrobi.
Jeszcze kilka dni temu pisałam posta z motywacją i zapałem do pracy, a zaraz we wtorek obudziłam się bez chęci do czegokolwiek. Bo zdanie, które głosi "Jaki poniedziałek, taki cały tydzień", jest w 100% prawdziwe. Wiem to z autopsji... Ale jeśli spytacie, dlaczego odpuściłam trening? Nie będę potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Wiem, że trening wpływa, na każdą płaszczyznę naszego życia.
To dzięki niemu dostaję kopniaka, który pozwala mi patrzeć w lustro z uśmiechem i nadzieją na lepsze jutro. Bez treningu jestem "wyblakła". Nie ma mnie! Jestem podłamana, zdenerwowana, nieswoja...
Kopniak w tyłek i fruu na trening. I tak we wtorek i środę plan przebiegł prawidłowo, nawet dorzuciłam dodatkowe 15 minut na konkretną partię ciała, dieta cały tydzień idzie według planu. Ale coś tu nie gra... Ciało jakieś takie nie swoje.. Może jeśli głowa ma problemy z przyswajaniem pozytywnych neuronów, organizm wyczuwa, że coś nie gra. No bo jak organizm ma się czuć dobrze, skoro dusza krwawi?!
Jeśli uświadamiasz sobie, że jesteś w miejscu, w którym nie chcesz być, robisz rzeczy, których nie chcesz robić, nie będzie trudno zwariować. Pisałam przecież niedawno, jak dużo dały mi Niemcy, jakiego dostałam kopniaka. Podtrzymuję! Tylko każdego dnia daję z siebie 105%, a nie mam nic. Dlaczego? Bo wpieprzyłam się w raty, wyzerowałam swoje konto bankowe i stoję w miejscu, którego nie chcę oglądać każdego dnia. Wiem, wiem - nadejdzie ten dzień, że raty się skończą, a ja zacznę pracę, dzięki której w końcu ruszę do przodu! Jestem odpowiedzialna i sama muszę ponieść konsekwencje za własne czyny. Przeczekać i ruszyć do przodu jednocześnie.
Trening sprawi, że będę pędzić przed siebie. Jutro będę lepszą wersją siebie niż dzisiaj. Będę rozwijać się każdego dnia i uczyć się siebie na nowo. Charakter wystawiany na próbę będzie rósł w siłę, a dzięki temu łatwiej będzie mi znieść okres, który po prostu musi minąć. A wtedy podniosę się i będę miała więcej zwycięstw niż porażek.
Po co ja to w ogóle tutaj piszę? Bo chcę pokazać, że mamy prawo do bycia smutnym, załamanym. Nie chodzi mi tu o użalanie się nad sobą, stękaniem całymi dniami, że ja mam tak źle. Nikt nie ma łatwo. Ktoś właśnie umiera z głodu, komuś brakuje wody. Ale mamy prawo do chwilowego "popsucia". Jak się naprawić? Zróbmy trening. TEN najlepszy w życiu, z całych sił, wyrzućmy wszystkie problemy razem z potem. Wykrzyczmy to podczas treningu (dosłownie - trening to czas spędzony tylko ze sobą, więc bądź sobą, WYKRZYCZ TEN BÓL) i ruszamy dalej. Bierzemy czystą kartkę, z uśmiechem na twarzy i zapisujemy swoją historię od nowa.
Miejmy w sobie nadzieję, nawet jeśli czasami się potykamy. Jeśli sami w siebie nie uwierzymy, nikt za nas tego nie zrobi.

Komentarze
Rob swoje ! Pisz dalej,rób cokolwiek co przynosi Ci uśmiech i satysfakcję :*
Zaczęłam treningi i czuje się rewelacyjnie. Obiecałam sobie w zeszłym roku że wracam do sportu. To daje tyle energii,po treningu mogę wszystko!
Raty.. kto ich teraz nie spłaca..:)) Też spłacam i po mimo że czekam aż kredyt się skończy..to pewnie.i tak wezmę następny 😂
W każdej gorszej chwili... wkładaj słuchawki na uszy i rób trening! :*
Pozdrawiam i ściskam!